“Dorosłe Strumyki (czyli Prawie Małe Rzeczki) wiedzą bardzo dobrze, że nie ma pośpiechu. Któregoś dnia i tak dostaną się tam, gdzie trzeba.”
Alan Alexander Milne
Na wyścigach…
Z językiem na brodzie. Z rozwianą grzywką. Z apaszką owiniętą wokół szyi powiewającą na wietrze jak latawiec. Na obcasach jak szczudłach. W pędzie jak na autostradzie. Z szybkim oddechem i wypiekami na twarzy – gnamy, biegniemy, pędzimy… Nabieramy tempa z każdą sekundą, minutą i godziną każdego rozpoczynającego się dnia. Od pierwszych sekund, kiedy zadzwoni budzik, od momentu kiedy wysuniemy się spod kołdry, od chwili kiedy nastawimy ekspres do kawy…Nabieramy szybkości, tempa i mocy.
Dosłownie jak tytułowa lokomotywa z wiersza Jana Brzechwy :
“Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!…”
No tak, właśnie. Właściwie nie wiadomo, kiedy to życie “na wyścigi” się zaczyna. Czasami patrząc na nasze rodzinne , codzienne poranki, kiedy wszyscy mimo ‘zorganizowania’ i wieczornych przygotowań, rano biegamy między łazienką a kuchnią, kołdrą a kawą, kremem a make-up-em, szalikiem a butem….Mam wrażenie, że ten pośpiech zaczyna się już o świcie…Potem dzierżymy kierownicę auta, i z impetem trąbimy, wyklinamy na czerwone światła i zamknięte przejazdy kolejowe, wygrażamy kierowcom z podrzędnych ulic za nieśmiałe próby włączenia się w poranny ruch…W przedszkolnej szatni przeskakujemy z nogi na nogę, kiedy dziecko szuka pantofla czy dresików. Najchętniej od razu dziecko wrzucalibyśmy do sali zabaw i znikali w tłumie dorosłych spieszących się do pracy… W sklepach przy kasach niezmiennie mam wrażenie, że jestem na wyścigach/ na zawodach, i pakuję zakupy “na czas” – wystarczy moment nieuwagi, zagapienia, i już produkty innego klienta wjeżdżają z taśmy wprost na moją głowę czy torbę. W galerii handlowej trzeba podążać głównym nurtem ‘rzeki konsumentów’, i poruszać się ustalonym rytmem tłumu – wiedzą to wszyscy, którzy kiedykolwiek wybrali się na zakupy po jakiejś operacji (na przykład z kulami), czy też wyjątkowo (nieprzezornie, nieroztropnie, z braku innej możliwości) z dziećmi. Czasami mam nawet wrażenie, że jak spowalnia się ruch galeriowy, to ludzie dosłownie warczą na siebie, chwila moment i zaraz ktoś podbiegnie i wbije nam zęby w plecy bądź w łydkę – patrz: Galeria Krakowska, Kraków!!.
Zawsze z taką rozkoszą oglądam kino Pedro Almodavara (abstrahując od wątków, intrygi, dialogów bohaterów)… tam film po prostu płynie z ekranu, sączy się, zatrzymuje na półcieniach i twarzach postaci- no bajka po prostu!!… Chwila wytchnienia i prawdziwe błogosławieństwo ciszy i spokoju, gdzie ludzie wzajemnie ze sobą rozmawiają, spotykają się na wspólnych posiłkach, rozmawiają u fryzjera czy w kwieciarni…Pozazdrościć…
Matrix.
No co to się porobiło, że nie mamy czasu porozmawiać z mężem (czy też żoną 🙂 )? Że nie mamy czasu z dzieckiem na dywanie poukładać puzzli? Że nie mamy czasu podjechać do starszych rodziców tak po prostu na herbatkę z konfiturą? No dlaczego nie dzwonimy już do rodzeństwa, przyjaciół i znajomych…? Dlaczego próbuję się umówić z przyjaciółką i każdego dnia mamy tak upakowany harmonogram zajęć własnych i rodzinnych, że nie ma szans na kawkę, ciasteczko, krótką pogawędkę?… Mało tego, wszędzie atakują mnie zaproszenia na warsztaty i szkolenia: jak być jeszcze bardziej efektywnym w swoich obowiązkach w domu i pracy, jak zarządzać czasem, jak planować?…
Ech… Czy lody nie smakują nam tak bardzo, ponieważ jemy je powoli, kiedy to roztapiają się w wafelku? Czy nie dlatego wędkujemy, ponieważ cierpliwie czekamy na swoją rybkę wpatrując się w taflę wody i spławik? Czy nie stoimy dłużej na plaży wpatrując się w horyzont, żeby faktycznie zobaczyć zachód słońca?….
Można się zatrzymać. Można zwolnić. Można rozpiąć guzik pod krawatem. Można przytulić męża i razem spokojnie porozmawiać i się pośmiać. Można nie odbierać telefonu przy posiłku. Można pochylić się nad dzieckiem i go wysłuchać… Ale trzeba się przebudzić (!!). Troszkę jak w “Matrixie”, kiedy to wydaje się, że nie mamy wyjścia, że po prostu musimy tak żyć, że tak funkcjonują wszyscy; że musimy cały dzień pracować, wieczorem padać, a rano znowu biec. Z przerwą na serwis informacyjny (oczywiście naładowany znowu tempem, akcją i emocjami).
Przebudzenie.
Nasze życie zależy od nas, i od naszych wyborów. Oczywiście przebudzenie boli, tym bardziej, że duża część osób, która nas otacza albo całkowicie nas nie zrozumie, albo się nieco odsunie, czasami nawet całkowicie zniknie z naszego życia. Czasami zmiany sięgają głęboko: nagle chcemy zamieszkać, gdzieś na uboczu, gdzie można rano stopy pomoczyć w chłodnej rosie, karmnik dla ptaków postawić czy dziki w lesie dokarmić… Czasami trzeba zmienić zawód czy też pracę (ponieważ z samego założenia pewne zawody czy też ‘zakłady pracy’ narzucają kosmiczne i zawrotne tempo pracy, i morze obowiązków tak naprawdę niewykonalnych w założonym czasie pracy)… Czasami trzeba zrezygnować z dziesiątek zajęć dodatkowych dla dzieci ( w sumie dziecko pracuje tak jak my od świtu do wieczoru ucząc się i szkoląc w nieskończoność…).
Uff…co za ulga. A jak się rozejrzymy w spokoju dookoła nas, na świat, który nas otacza, to okazuje się, że drzewa rosną w ciszy, owoce dojrzewają w czasie i słońcu, a rzeki płyną spokojnie i niezmiennie; życie pulsuje swoim rytmem 🙂 .
I jaka z tego dla nas nauka?…Czasami warto zaryzykować i zatrzymać się w biegu. Przynajmniej po to, żeby usłyszeć siebie i swoje pragnienia, żeby zastanowić się, czy na pewno przeżywam swoje czy też obce, narzucone życie? Przebudzenie boli: rzeczy nazwane zaczynamy dostrzegać i zaczynają nas uwierać/ zaczynają nam przeszkadzać. I znowu trzeba podjąć decyzję. A decyzje wymagają zmian. A zmian podobno się boimy… Ok – następny wpis będzie o zmianach i strachu przed nimi 🙂 .
Koniecznie dla zwolnienia tempa życia, przebudzenia, dla ducha i dla własnego rozwoju książkę “Pochwała powolności” autorstwa Carla Honore POLECAM 🙂 .
I jeszcze słynna rozkręcająca się i rozgrzewająca “Lokomotywa” Juliana Tuwima w interpretacji Piotra Fronczewskiego 🙂 tez polecam 🙂 :



