“…Trzy słowa, które mogą pomóc, aby lepiej przeżyć życie małżeńskie, w którym przecież występują trudności. Te trzy słowa to: proszę, a raczej czy mogę, dziękuję, przepraszam…”
Papież Franciszek Kraków 28.07.2016.
No proszę. W świecie, gdzie tak łatwo wszystko kupić, posiąść, dotknąć i zawłaszczyć. W świecie, gdzie tak łatwo kogoś poznać, a potem opuścić. W świecie, gdzie małżeństwo jest niemodne i niewygodne; gdzie łatwiej się pokłócić, obruszyć, obrazić, odwrócić na pięcie i odejść… niezależnie od przysięgi, zobowiązań, dzieci…
Ha(!!)… ciekawe czasy, kiedy w sumie biegamy na warsztaty samorealizacji, asertywności i zarządzania czasem; kiedy uczymy się komunikacji bez agresji, kiedy chodzenie na terapie jest “trendy” i w jakimś sensie wskazuje na nasz wysoki status materialny… tak jak kiedyś chodzenie do stomatologa i dbanie o zdrowe, równe zęby…
Kraków. Upalny i duszny wieczór. Siedzimy z sąsiadem na tarasie, odpoczywamy i oddychamy głęboko. Sączymy z lubością zimne piwko i rozmawiamy o sprawach mniej lub bardziej ważnych. Rozmawiamy też o małżeństwie. Jak się okazuje nasze domy rodzinne były pełne dzieci, a rodzice wstawali wcześnie do pracy; nie mieli telefonów komórkowych, telewizji kablowej i laptopów. Trwali. Byli. Wspierali siebie na wzajem. Wychowali trójkę, piątkę czasami nawet siódemkę dzieci. I te dzieci wyrosły – na samodzielne, zaradne, wykształcone, na lekarzy, prawników, właścicieli prywatnych biznesów. MĄDROŚĆ. POKORA. PRACA. I to co najważniejsze: WZAJEMNY SZACUNEK.
Papież Franciszek zamknął terapię małżeńską w trzech prostych i oczywistych słowach : proszę, dziękuję i przepraszam. Proste, i trudne zarazem.
Może więc trzeba wprowadzić do naszych wzajemnych małżeńskich relacji więcej prawdy, otwartości i prostoty?… Może nie komplikować, a więcej wychodzić sobie na przeciw? Może patrzeć na siebie na wzajem “dobrym okiem” i widzieć na co dzień dobre postawy, uczynki, wybory? Może po prostu zamiast się boksować, przepychać, walczyć o swoje racje raczej się zaprzyjaźnić? ….i koncentrować na tym co dobre? Nie doszukiwać się złośliwości, zawziętości, przekory a raczej dobrej woli?….
Zostawiam Was z myślami do ułożenia i “uczesania” – trzeba ciszy i odwagi, by odpowiedzieć sobie na ważne i osobiste pytania.
I, jeszcze jedno: jestem w Krakowie, mieszkam w Krakowie – i chociaż teraz na czas Światowych Dni Młodzieży Kraków opustoszał – mieszkańcy wyjechali, by stworzyć miejsce i przestrzeń dla pielgrzymów, to jednak miasto żyje tymi dniami i ich wyjątkowością. Namacalnie odczuwa się radość,młodość i nadzieję. Dobrze widzieć barwne tłumy na przystankach, w autobusach, maszerujące dziarsko z flagami. To nie magia TV – to fakt, i to namacalny. I nawet pacjenci w gabinecie – obolali, ale “inni”, odświętni, pośpieszni i zadumani – bo przecież świat – Młody Świat – przyjechał do nas, do Krakowa, więc trzeba być RAZEM z nimi i Papieżem Franciszkiem na Błoniach, w Łagiewnikach, w Brzegach…
no proszę!! ….Ile jednak prawdy w słowach Ojca Leona Knabita:
“Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha.”
z pozdrowieniami, Wasza m

